Strony

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Ciasteczkowy Potwór


Zanim urodził się Filip obowiązkowo musiałam zaszaleć w hurtowni artykułów dziecięcych. Przy okazji zakupu wózka wpadło mi do koszyka (a właściwie wanienki, bo to w nią wszystko ładowałam ;) ) kilka innych niezbędnych (!) rzeczy. Wśród nich on - jedyny, niepowtarzalny, mięciutki, w pięknym niebieskim kolorze. Oczami wyobraźni widziałam, jak Młody spaceruje ciągnąc go po ziemi i trzymając za jedną łapkę. I tak właśnie na trzy miesiące przed porodem zamieszkał z nami Ciasteczkowy Potwór. 
Oczywiście przez kilka pierwszych miesięcy Ciasteczkowy był przez Filipa ignorowany w równym stopniu, co nasze próby uśpienia go. Jak w większości przypadków pojawił się problem wypadającego smoczka. Znacie to? Dziecko płacze, więc dajecie mu smoczek - usypiacz. Wszystko pod kontrolą, odwracasz się z zamiarem wyjścia z pokoju lub położenia się ponownie do łóżka i BACH! Reakcja łańcuchowa: smoczek wypada, dziecko natychmiast się budzi oznajmiając to wszem i wobec płaczem - zaczynamy wszystko od nowa. Wtedy wdrożyliśmy do zabawy pieluchę tetrową, której zadaniem było przytrzymywanie smoczka. Cóż, w pewnym stopniu pomagało. Niestety doprowadziło do tego, przed czym w ciąży się zaciekle broniłam - Młody bez pieluchy przy buzi nie chciał zasnąć. I niby to nic złego, wiele dzieci zasypia z pieluchami. Ale moje miało wyglądać jak z obrazka i trzymać w objęciach pięknego pluszaka :D Mimo wszystko odpuściłam. Skoro chciał spać ze szmatką, to niech sobie śpi. Byle nie płakał :) 

Jeśli jesteście na etapie wypadającego smoczka to nie traćcie nadziei! Naprawdę mija! Przechodzi w etap umyślnego plucia tymże smoczkiem :) Na szczęście nie powoduje to już za każdym razem histerycznego płaczu, a daje możliwość odstawienia pieluchy, jeśli akurat do tego dążycie.

Jakiś czas temu Ciasteczkowy Potwór zaczął nam towarzyszyć wszędzie, gdzie możliwa jest drzemka - na spacerze, w samochodzie, u Dziadków. Nie jest tak, że Młody bez pluszaka nie zaśnie, ale na pewno szybciej mu przychodzi wyciszyć się, kiedy może grzebać w jego miękkim futerku. Do tego dochodzi grająca Sowa i niekiedy zdarza się ułożyć Filipa do drzemki bez zbędnej awantury :) Jedyne co mnie martwi, to wyrywane Ciasteczkowemu futerko :) Co chwilę sprawdzam, czy czegoś nie brakuje i czy Młody nie wpadł na pomysł wpakowania sobie kłaków do buzi. Jak w przypadku ubranek, przy zakupie kierowałam się zasadą "Ojej, jakie to ładne", nie myśląc, że jednocześnie niepraktyczne :D 

A Wy dajecie swoim dzieciom pluszaki? Czy może jesteście zdania, że czające się w nich roztocza spowodują u malucha alergię? A jeśli dajecie maskotki, to kiedy zaczęliście? A może stosujecie metodę pieluszki tetrowej? 

P.S. Chciałam też zakomunikować, że chyba minął okres marudzenia (na jakiś czas). Mam nadzieję, że nie zapeszę ;) Filip jednego dnia zaczął pełzać po całym mieszkaniu i "gadać" jak nakręcony, więc może jednak to był skok rozwojowy.

6 komentarzy:

  1. daj spokój my biegaliśmy po podwórkach brudni po uszy, łaziliśmy po krzakach, lasach a pluszaki każdy miał od małego. ja spałam z każdym pokolei i jakos żyjemy więc sie nie przejmuj! niebieski przyjaciel na pewno mu dobrze zrobi, ważne że działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się pogubiłam :D Przecież nigdzie nie pisałam, że się przejmuję. Pisałam, że śpi z pluszakiem, bo tak chciałam ;)

      Usuń
  2. martwiłas sie że zje futerko xd

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze że gorszy okres minął :) Pluszak fajny, mój synek ma do spania pluszowego pieska i zawsze obok niego leży w łóżeczku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie mieć takiego towarzysza do snu. Jak byłam mała też miałam swojego ulubionego pluszaka :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak byłam mała to miałam swojego ukochanego pluszaka - białego królika z guzikami zamiast oczu i nosa. :) Mama opowiadała mi, że bawiłam się nim jak jeszcze nie umiałam chodzić, i towarzyszył mi przez długie lata. Miałam inne maskotki, ale to był ten jeden pluszak, który towarzyszył mi na spacerach, wyjazdach, pomagał zasnąć.
    A co do Ciasteczkowego - to mój ulubiony bohater z "Ulicy Sezamkowej"! Ba, od niego zaczęła się moja blogowa przygoda! Do dziś mam bluzę z wizerunkiem Ciasteczkowego Potwora, którą sama zmalowałam (było to jakieś 4 lata temu, a malunek nadal trzyma się na bluzie). Takiej maskotki można pozazdrościć Twojemu synkowi. ;)
    Pozdrawiam Ciebie, Synka i Ciasteczkowego pluszaka :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo!